PODRÓŻ
Moja służbowa podróż do stolicy naszych zachodnich sąsiadów – do Berlina, nie zapowiadała się interesująco. To miasto nigdy nie cieszyło się moją sympatią. Działo się tak dlatego, że zawsze kojarzyło mi się ono z tym co najgorsze w dziejach ludzkości – z przemocą i nietolerancją.
Ostatnio byłam tam w drugiej połowie lat osiemdziesiątych XX wieku i pamiętam smutne twarze berlińczyków z powodu muru rozrywającego Berlin na dwie części. Jednak zdaję sobie sprawę, że od czasu upadku Muru Berlińskiego, miasto to zmieniło swoje oblicze. Dziś jest to ważne centrum finansowe, przemysłowe i kulturalne Europy.
Jechałam więc w swoją podróż obciążona mało przyjemnymi wspomnieniami z przeszłości i raczej nie spodziewałam się, by ona coś zmieniła w moim postrzeganiu stolicy Niemiec. Berlin przywitał mnie słońcem. Po odbyciu służbowej części podróży, zostało mi jeszcze trochę czasu na prywatną przechadzkę jego ulicami. Na początek oczywiście musiałam zrobić sobie spacer aleją Unter den Linden, później oglądałam pozostałości po Murze Berlińskim. To miejsce zawsze będzie budzić we mnie mieszane uczucia. Z jednej bowiem strony jest to symbol zwycięstwa nienawiści nad ludzką potrzebą wolności, jednak to właśnie pragnienie wolności i poczucie ludzkiej wspólnoty pokonało nienawiść. Znalazłam jeszcze chwilę czasu, by chociaż przez moment postać pod Bramą Brandenburską i trzeba już było wracać. Podróż ta uświadomiła mi, że miasta tak jak ludzie zmieniają swoje oblicza. Dziś Berlin pięknieje w oczach, a z symbolu kolebki zła staje się centrum tolerancji, zabawy i radości.